sobota, 17 października 2020

XX Niedziela po zesłaniu Ducha Św. - rozważanie.

 Niebo jest naszą ojczyzną; na ziemi jesteśmy wygnańcami. Wskutek grzechów własnych i grzechów naszych współbraci doznajemy wielu cierpień (antyfona na wejście). Dostrzegamy w sobie choroby duchowe, które zagrażają życiu łaski (ewangelia). Dlatego z serc naszych wyrywa się modlitwa pełna tęsknoty za wieczną ojczyzną (alleluja, antyfona na ofiarowanie). Wiemy jednak, że Chrystus chce nas zbawić. W Eucharystii podaje nam niebieskie lekarstwo na choroby dusz (sekreta). Eucharystia jest ostoją nadziei i pociechą w naszym wygnaniu (antyfona na komunię).


Wspomnienie Św. Łukasza, Ewangelisty.

św. Łukasz, poganin z pochodzenia, był lekarzem. Po przyjęciu chrześcijaństwa stał się współpracownikiem św. Pawła i towarzyszem jego podróży misyjnych. Napisał Ewangelię i Dzieje Apostolskie. Jemu zawdzięczamy prawie wszystkie wiadomości o dzieciństwie Pana Jezusa. W Ewangelii swojej przedstawił Chrystusa jako lekarza dusz i ciał. Przekazał nam przypowieść o synu marnotrawnym, o odpuszczeniu grzechów Marii Magdalenie i skruszonemu łotrowi. Dante nazwał św. Łukasza «historykiem łagodności Chrystusowej»: Według Tradycji św. Łukasz poniósł śmierć męczeńską w Achai. Symbolem jego jest wół, ponieważ zaczyna swą Ewangelię opisem ofiary Starego Testamentu.


1) Podziwiaj Najsłodsze Serce Pana naszego Jezusa, że choć nas musi nieraz smutkami nawiedzać, to jednak umie i lubi w tych smutkach nas pocieszać, a nawet hojnie je nam nagradzać, byleśmy je uczciwie i należycie przyjmowali i znosili. Otóż ten królik, to znaczy wielki pan, choć bogaty i w szacunku u ludzi, jednak nie jest wolny od smutku, bo niemasz kącika bez krzyżyka. Zachorował temu królikowi syn, ukochany i pieszczony, jak zwykle pańskie dziecko, i chociaż choremu ani opieki ani lekarzy i lekarstw nie brakło, przecież choroba się wzmagała i «poczynał umierać.» Lekarze już zwątpili, a biednemu ojcu ze zmartwienia i żalu mało serce nie pęka. W tem dochodzi go wieść, że P. Jezus wraca z Jerozolimy i jest już w Kanie Galilejskiej. Jakaś otucha wstępuje w zbolałe serce ojca, wszak tyle był słyszał o potędze i dobroci P. Jezusa, sam też na własne oczy widział może niejeden cud Jego, tak że uwierzył w Pana Jezusa, przynajmniej jako w Mesjasza obiecanego, cudotwórcę i proroka od Boga natchnionego. Miał też ufność w znanej wszystkiem dobroci P. Jezusa. Teraz i na niego przyszła potrzeba i to taka ciężka, że jeżeli P. Jezus jej nie zaradzi, to chyba niema na nią ratunku. Ale On zaradzi! Więc nie zwlekając, puszcza się w drogę do P. Jezusa. Widzisz tutaj pierwszy pożytek ze zmartwienia i cierpień idący, że zmuszają nas zbliżyć się do P. Jezusa, według tego, co mówi przysłowie: «Kiedy trwoga, to do Boga».


(2) «Prosił go, aby zstąpił, a uzdrowił syna jego, bo poczynał umierać.» Tak to już Bóg zrządził, że rodzice dzieci swoje kochają, i dla ich dobra zdobywają się na niezliczone wysiłki i starania. Alboż mało tego, że matka dziecko w boleściach zrodziła, mlekiem własnem karmiła, we dnie i w nocy spokoju sobie nie dawała, że ojciec dziesięć, a może dwadzieścia i więcej lat na dziecko ciężko pracował i nieraz sam sobie od ust odejmował, byle tylko dziecko wychować i dobrą przyszłość mu zgotować. Jakżesz mało za to doznają rodzice wdzięczności od dzieci swoich. Owszem, nieraz bywa, że im więcej rodzice dzieci swoje kochają i im dogadzają, tem łatwiej dzieci tak przywykają do hojności i usłużności rodziców, że zaczynają ją sobie lekceważyć i domagają się od rodziców coraz większej ofiarności, jakby oni wobec rodziców wszelkie tylko prawa, a żadnych nie mieli obowiązków. Nieraz bardzo wcześnie uczą się dzieci zamiast słuchać rodziców, narzucać im swoją wolę, zamiast przyjmować z pokorą i wdzięcznością upomnienie rodzicielskie, łajać ich w oczy lub przynajmniej za oczy, utrudniać i zatruwać im życie, zamiast im je ułatwiać i osładzać. Skądże to pochodzi? Czasem stąd, że rodzice nie przyuczali, jak byli powinni, dzieci swojem słowem, przykładem, a w razie potrzeby i rózgą do bojaźni Bożej i karności Pańskiej. Czasem stąd, że za mało pilnowali, z kim ich dzieci przestawają i od kogo uczą się złego. Czasem wreszcie jest to kara Boża na rodziców, że niegdyś swoim rodzicom źle się wysługiwali, a niekiedy jednak jest w tem niezbadane dopuszczenie Boże.


(3) «Prosił, aby zstąpił i uzdrowił syna jego», bo jeszcze mało znał P. Jezusa i wszechmocność Jego, i dlatego niejako na pół tylko wierzył i nie przypuszczał, żeby Panu Bogu było równie łatwo z daleka i jednym aktem woli, jak z blizka i żywem słowem lub dotknięciem ręki uzdrowić. Dlatego przygania P. Jezus temu królikowi: «Jeśli znaków i cudów nie ujrzycie, nie wierzycie.» Słowa te stosują się do wielu z nas, którzy też na pół tylko wierzymy, a to nie dlatego, że nie widzieliśmy cudów, ale że się nam nie chce gruntowniej i dokładniej poznać P. Jezusa i Jego naukę. Ale zarazem drugą korzyść odniósł ten królik z swego utrapienia, tj. że P. Jezus go upomniał; a tę trzecią, że usilniej jeszcze i goręcej prosi P. Jezusa i modli się: «Panie zstąp pierwej, niż umrze syn mój.»


(4) Pokora, z jaką przyjął upomnienie Pańskie, wytrwała modlitwa i ufność, jaką królik okazał, podobały się P. Jezusowi i sprawiły, że wysłuchał prośbę i rzekł: «Idź, syn twój żyw jest.» Słowo P. Jezusa nigdy nie zawodzi, jest wszechmocne, w jednej chwili przebiega przestrzeń dzielącą Kanę Galilejską od Kafarnaum i od razu, bez lekarstw i zachodów, chorego najdoskonalej uzdrawia.


(5) «Uwierzył człowiek mowie, która mu powiedział Jezus, i szedł. Uwierzył... i szedł.» Obyś i ty chciał goręcej uwierzyć w Pana Jezusa utajonego w Przen. Sakramencie, a uwierzywszy, chciał iść do Niego w różnych utrapieniach ciała, serca i duszy twojej. O! wtedy prędzej i częściej doświadczyłbyś, jak dobry jest P. Jezus i jak umie i lubi pocieszać tych, których wzywa: «Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę. Uwierzył,» bo rozumiał, że niepodobna, aby P. Jezus go kłamał albo zawiódł i za tą wiarą wstąpiła w serce jego zbolałe nietylko otucha, ale pewność i wesele wielkie, że syn, którego zostawił w domu konającego, w tej chwili zupełnie już wyzdrowiał. Jakże serdecznie i pełen rozrzewnienia i wdzięczności przypadł do stóp Pańskich i ucałował je. Pismo św. nic o tem nie wspomina, bo nie ma zwyczaju mówić o rzeczach, które się same przez się rozumieją.


(6) Dobrych widocznie i dbających szczerze o pana swego sług miał ten królik, kiedy taki brali udział w jego pociechach i smutkach, że pilno im było uwiadomić go, że już nie ma powodu dalej się smucić, bo syn jego zdrów. Ale i on widocznie uczciwym był panem dla sług swoich; nie panoszy się ani nadyma, ale opowiada, co widział, słyszał i sprawił u P. Jezusa, i że o tej samej gadzinie, kiedy wyrzekł P. Jezus w Kanie: «syn twój żyw jest», w Kafarnaum nagle chory odzyskał zdrowie i siły; a królik ów «sam uwierzył i wszystek dom jego.» Szczęśliwyż to dom, w którym państwo prawdziwie Po Bożemu dbają o dolę i niedolę sług i czeladki swej i gdzie nawzajem sługi biorą serdeczny udział we wszystkiem, co państwo ich cieszy lub boli. Państwo, ich dzieci, czeladka i służba wedłtug postanowienia Bożego powinni stanowić jedną rodzinę, w której na pierwszem miejscu jest wzajemna miłość i wzajemna szczera i serdeczna życzliwość. Gdzie tej niedostaje, tam się sprawdzają słowa św. Pawła Apostoła: «Jeśli kto o swych, a najwięcej o domowych, pieczy nie ma, zaprzał się wiary i jest gorszy, niźli niewierny.» Twarde i straszne to słowo, ale prawdziwe, niech więc każdy wglądnie w swoje sumienie i radzi o zbawieniu swojem, póki jeszcze czas.


Źródło: ks. H. Jackowski SI, Ewangelje niedzielne i świąteczne z objaśnieniami


źródło: www.missalemeum.com