czwartek, 17 marca 2011

Modlitwa o polski, tradycyjny instytut kapłański

Wielki Post zobowiązuje do bardziej intensywnej i pogłębionej modlitwy. Wśród wielu intencji, które przedstawiamy Panu Bogu, podejmijmy się szczególnej modlitwy o świętych kapłanów, wiernych Kościołowi i Jego natchnionej, dwutysiącletniej Tradycji.

Niech w naszych modlitwach znajdzie się prośba do Pana Jezusa Chrystusa, aby w ojczyźnie Papieża Polaka, czcigodnego sługi Bożego Jana Pawła II powstał instytut, bractwo kapłanów sprawujących liturgię w klasycznym rycie rzymskim i wiodących życie wspólne, zgodne z tradycyjną regułą życia konsekrowanego.

Powstanie takiego rodzimego bractwa kapłańskiego, opartego na wielowiekowym dorobku polskiej pobożności i klasycznej liturgii łacińskiej, niech posłuży dobru duchowemu kapłanów i wiernych przez swe szczególne oddanie kultowi Najświętszego Sakramentu i czci Matki Bożej.

Zwracam się do wszystkich z gorącą prośbą: podejmijmy krucjatę modlitewną w takiej właśnie intencji.


Ks. Marek Kaczmarek
duszpasterz wiernych tradycji łacińskiej archidiecezji łódzkiej


Duchownych i świeckich, zainteresowanych wsparciem lub dołączeniem się do tej inicjatywy prosimy o kontakt: pastores [at] sanctus.pl

sobota, 5 marca 2011

Nadzwyczaj(na) stara Msza


Jeszcze 50 lat temu, w czasie Mszy św., ojczystą mowę można było usłyszeć jedynie w kazaniu. Jak więc modlili się nasi dziadkowie, gdy nie rozumieli tego, co działo się przy ołtarzu? Warto się przekonać, że Boga można uwielbiać nie tylko słowami. A w każdym razie – nie tylko polskimi.


Myślę, że pasja pochodzi ze zdumienia i zachwytu. W ten szczególny stan wprowadziła mnie pewna wypowiedź Benedykta XVI. Papież powiedział, że liturgia to dar od Boga, który wychodzi z siebie. Dałem się uwieść tym słowom. Dość długo przeżywałem je i sporo czasu poświęcałem na rozmyślanie nad ich kontekstem. Niewiele później dotarłem do papieskiego dokumentu Summorum Pontificum z 2007 roku, w którym Ojciec Święty wypowiedział się na temat, dotąd mi nieznanej, liturgii w nadzwyczajnym rycie rzymskim. O tak zwanej Mszy trydenckiej wiele się ostatnio słyszy. Trzeba zaznaczyć, że gdybyśmy użyli przymiotnika trydencka przed rokiem 1965 (czyli przed zakończeniem Soboru Watykańskiego II), to wielu nie wiedziałoby o czym mowa, bo Sobór Trydencki (1545-63) nie stworzył żadnej liturgii, lecz zachował istniejącą od dawna. Dzisiaj stara Msza wydaje się inna, niekiedy obca. Sądzę, że niepotrzebnie można ulec takiemu nastawieniu. Pomiędzy dwoma rytami liturgii rzymskiej nie zachodzi żadne zerwanie, wręcz przeciwnie, istnieje ścisła ciągłość i zależność. To, co było święte dla naszych przodków i pomagało im wzrastać w pobożności, nie może zostać pochopnie zapomniane i uznane za mało interesujące.

Nie prościej po naszemu?
Wiele osób nadzwyczajny ryt rzymski kojarzy przede wszystkim z językiem łacińskim. Wydaje się on być najbardziej teologicznym spośród wszystkich języków. Św. Augustyn (wielki Ojciec Kościoła, zm. 430 r.) w De doctrina christiana (O nauce chrześcijańskiej) nazwał go najwspanialszym i najczystszym, być może dlatego, że najlepiej zachowuje podstawowe prawdy wiary i, w mniemaniu wielu, nadaje liturgii podniosły wymiar - choćby w warstwie słownej. Łacina, będąca tu językiem sakralnym, stanowi wyraz Tajemnicy, która dokonuje się w trakcie liturgii, a Tajemnica upokarza rozum, aby wzniecić w człowieku zbawienną wiarę.

Wymowne milczenie
Następnym ważnym elementem jest pełne czci milczenie, zapadające na cały czas trwania Kanonu, podczas którego dokonuje się przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Pańską. Cisza w liturgii jest kolejnym środkiem wyrazu, podkreślającym Tajemnicę. Liturgiczne silentium stanowi jakby znak sprzeciwu wobec zabieganej i pełnej jazgotu współczesności. Milczenie sprzyja skupieniu się na tym, co dzieje się we wnętrzu człowieka – tam bowiem rozgrywa się cały dramat. Cisza jest muzyką, w której przemawia Bóg. Prawdziwe szczęście jest stanem duszy, a rozmyślanie i kontemplacja są jej najwspanialszymi funkcjami. Cisza pomaga w medytacji nad Słowem.
Spotkałem się kiedyś z zarzutem, że ta Msza wyłącza z uczestnictwa lud. Osobiście byłbym ostrożny przy formułowaniu takiego sądu. Sobór Watykański II w Konstytucji Sacrosanctum Concilium wspominał o aktywnym uczestnictwie, a kardynał Joseph Ratzinger w swojej książce Święto wiary ubolewa nad faktem, że po Soborze rozumienie aktywnego uczestnictwa zostało fatalnie zawężone. Nie należy przez nie rozumieć tylko zewnętrznych form aktywności. Czy wzruszenie, adoracja nie są także przejawami świadomego i aktywnego uczestnictwa we Mszy? Czy słuchanie i milczenie nie są dobrymi drogami do tego, aby usłyszeć Boże wołanie i nawiązać z Nim modlitewną komunikację?

Ręce do góry, ale nie za wysoko
Gesty w liturgii wymagają od celebransa właściwego im pietyzmu, a w starej Mszy każdy z nich był dokładnie opisany (np. przy rozkładaniu rąk, ksiądz musiał trzymać palce złączone, a dłonie nie mogły wystawać poza obręb tułowia). Gesty są nośnikami symboli, które wyrażają pewną rzeczywistość, choć może na pierwszy rzut oka trudno dostrzegalną. W sprawowaniu i przeżywaniu liturgii powinniśmy zdobyć się na najwyższy stopień piękna i elegancji. W końcu są one znakami obecności Boga. Powinny nas coraz bardziej pociągać do Niego i skłaniać do adoracji, aby można było rzec za Jeremiaszem: Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść (Jr 20,7). Chciejmy szukać Piękna, więcej – zostaliśmy do tego wezwani. Każda liturgia Kościoła powinna prowadzić nas ku Bogu, aby odkrywać Jego Wielkość. A zatem – jak już wspomniałem – myślę, że pasja pochodzi ze zdumienia i zachwytu...





tekst: Artur Kołodziejczyk
kleryk II roku WSD w Łodzi




Powyższy artykuł ukazał się w najnowszym numerze (1/2011) pisma AMA wydawanego przez Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi

Czasopismo dostępne jest do pobrania tutaj: http://www.wsd.lodz.pl/download/AMA2011nr1.pdf